Kilka zdań od autora na temat powstania publikacji, poszukiwaniu drukarni, która podjęłaby się realizacji tego nietypowego projektu.

Sporo czasu zajęło nam znalezienie drukarni, która podjęłaby się wydrukowania kieszonkowej książeczki. Na kilkadziesiąt rozmów telefonicznych i tłumaczeniu o jaki nam format chodzi, słyszeliśmy, że się nie da. Im bardziej słyszeliśmy komunikat, że się nie da, tym bardziej szukaliśmy wykonawcy i w końcu trafiliśmy do Drukarni Hajstra w Grodzisku Mazowieckim. Mała, rodzinna firma założona w 1994 roku przetrwała do dziś, a Pan Roman podjął się-jak się okazało-wyzwania. Człowiek wysłał łazika na Marsa, który mówi, robi zdjęcia i „prawie myśli”, a tutaj na ziemi przycięcie dwóch rogów małego formatu było wyzwaniem trudnym. W końcu po wielu próbach udało się uzyskać format smartfona. Nas to nie dziwi. Czasy się zmieniły i łatwiej wydrukować coś w technologii 3D. Czasy druku kieszonkowych książeczek minęły. Modlitewniki w różnych kształtach też przechodzą do lamusa historii. Były małe, szyte, w różnych kształtach. Zapotrzebowanie na ten format stopniowo topniało-stąd też nie dziwi nas trudność w postaci tak banalnego pozornie formatu jakim jest kształt smartfona. Mamy go jednak i jest fajny.

Kolejnym ciekawym doświadczeniem było poszukiwanie książek z mądrościami-czyli cytatami. Jasne, w sieci znajdziemy księgę cytatów, ale nie w Empiku czyli największej sieci księgarni w Polsce. Rynek weryfikuje potrzeby-klienci nie szukają cytatów. Cytaty przestały być potrzebne, nie są modne. To znak czasu. Czy coś z tego wynika? Nic. Skoro nie ma ich zbyt wiele, należało do nich wrócić, odkurzyć stare myśli, mądrości świata i skonfrontować je z rzeczywistością XXI wieku. Zapraszamy do lektury cytatów w Homo Enter.

Co rusz jesteśmy zaskakiwani przez media. Tym razem. Portal e-garwolin opisał konkurs na lajki w przedszkolu. Miało być fajnie, a wyszło jak wyszło. Dzieci konkurowały o nagrodę, a odbiły się od rzeczywistości Facebooka. Zasada miała być prosta. Wrzucamy zdjęcia, a „użytkowani” lajkują zdjęcia, które im się najbardziej podobają. Dzieci czekały na werdykt, wracały, klikały, emocjonowały się tym, kto wygra nagrodę. Ostatecznie ktoś hurtowo kupił lajki i zakończyło się smutkiem małych fejsbukowiczów. Kto wymyślił głosowanie na lajkowanie? Nie dzieci. Kto kupił hurtowo lajki? Też nie dzieci. Pytanie zasadnicze brzmi, kto to wymyślił. Naszym zdaniem pomysł uwsteczniający zdrową rywalizację, głosowania i konkursy. Wyniki konkursu anulowano. Co na ten temat mówili przedszkolacy? Tego portal-nie podaje. Zalecamy lekturę Homo Enter i Rogera McNamee’a „Nabici w facebooka”.

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.